Zamknij
NLP Practitioner

"...za tymi drzwiami czeka wolność..."

Pozwól sobie na to, by oczami wyobraźni zobaczyć siebie jako kogoś:
Praktyk NLP
  • kto łatwo nawiązuje relacje z innymi,
  • wpływa na innych by zawsze osiągać to czego mocno pragnie,
  • z powodzeniem prowadzi relacje i związki, 
  • umiejętnie robi pieniądze i mądrze wydaje,
  • daje ludziom możliwość by zafascynowali się tym co mówi i robi,
  • Zerknij tu!

    Newsletter

    
    Zapisz się by otrzymywać od nas informacje o nowościach




    Dołącz do nas na Facebooku!

    Find us on Facebook

    City Coaching

    Wielkie obrazy, czyli submodalności autorytetow


    Z jakiegoś powodu gdy przyszliśmy na świat, ogromna większość ludzi których wówczas oglądaliśmy była sporych rozmiarów. Po kilku tygodniach od urodzenia, gdy mózg już poradził sobie z obracaniem obrazów o 180 stopni i zaczynaliśmy widzieć 3 wymiar, można już było expressis verbis stwierdzić: oni są więksi. Tak umownie oczywiście stwierdzić, bo wtedy zaczynała się nasza czysta ciekawość świata, jeszcze długo bez negatywnych komentarzy i psujących efekt dialogów wewnętrznych.

    Potem niektórzy z nas dorastali i powiększali się błyskawicznie (gdy chodzi o powiększanie – piszę zwłaszcza o sobie). Wraz z upływem czasu i robieniem mózgu coraz większym, rosły nasze wyobrażenia o świecie. I tu zacznie się na dobre ciekawa lingwistyka, tłuściochowatym drukiem dla wyrazistości przekazu.

    Bo część ludzi przerasta swoje wyobrażenia o sobie. Wojtuś z wiersza Janczarskiego chciał zostać strażakiem, minęły lata i jest prezesem ważnej i dużej firmy.
    Ja sam (nie wytrzymałem, włączył mi się metaprogram autorytet wewnętrzny) kilkanaście lat temu uważałem, że jestem za mały do tego by mieć własny biznes. Bo? W jakiś sposób kształtowałem swoje wyobrażenia o świecie i wielkości ludzi. Jak wszyscy.

    Czyżby tylko od naszych wyobrażeń ludzi sprawujących te czy inną rolę społeczną zależało czy sami możemy ją pełnić? No pewnie!

    Czy zatem wielkość postaci ma wpływ na nasz sposób odczuwania ludzi? Toż to truizm, czyli rzecz absolutnie prawdziwa. Mówimy czasem o ludzkiej małości. Lub stwierdzamy: "on jest wielki". I jednocześnie wpływamy na naszą optykę patrzenia na rzeczy. I wyzwalamy stosowne do sposobu patrzenia emocje.

    Ile razy to słyszeliśmy? „Tamten nie dorósł do bycia ojcem”. O czym to świadczy? Że wypowiadający te słowa ma w głowie pewien wzorzec ojca i ktoś o kim mowa jest od wzorca mniejszy. A kto jest tym wzorcem? Zachęcam do przemyśleń i eksperymentów.

    "Zadanie ją przerosło” Niezła personifikacja. Tu już nie mamy do czynienia wprost z istotą ludzką tylko jej uosobieniem.

    Jednocześnie często gdy ktoś kogoś posądza o manię wielkości, od dawna podejrzewałem że mu zazdrości.

    Gdy ktoś wyolbrzymia problemy to czyni je sobie trudniejszymi lub łatwiejszymi do rozwiązania, w zależności od tego jak się motywuje. Jeśli potrzeba mu dużego kija, to wyolbrzymianie kłopotów może dla niego zadziałać. Ostatecznie ogromny jest odsetek ludzi rzucających palenie w chwili gdy widzą zdjęcie swoich płuc pałaszowanych przez raka. Większy, niż z innych powodów. Blisko tydzień temu usłyszałem, że to nie rak zżera, a poczucie winy. I myślę, że warto żyć będąc wolnym od jednego i drugiego.

    Popatrz sobie na świat w taki sposób. Jak działa na Ciebie określenie: wielcy tego świata? Przecież poza faktyczną wielkością (prawdziwą dla kogoś wypowiadającego takie słowa), określenie to budzi respekt, uosabia władzę polityczną bądź duchową.

    Gdy dwie osoby nie zgadzają się ze sobą co do wielkości tego czy innego autorytetu, polityka, artysty, może po prostu robią sobie inne obrazy i tę samą osobę umieszczają w zupełnie innym miejscu. Mają o nim wysokie mniemanie. Albo nie.

    Czy możemy zatem dokonać generalizacji i stwierdzić, że wielkie reprezentacje w naszej głowie związane są z autorytetami? Niekoniecznie. Choć zgodzę się że możemy mówić o pewnych formach relacji i zależnością między wielkością obrazów i naszym do nich respektem.

    Co by było gdyby wyobrazić sobie wszystkich ważnych ludzi. Zobaczyć jaką mają wielkość i w jakim są miejscu? To początek zabawy z tzw. panoramą socjalną. Co można z nią robić?

    Zaproponuję Ci ćwiczenie. Raczej dla początkujących NLPerów. Tak w okolicach Praktyka. Najpierw jednak mały wstęp.

    Nasze zachowania kształtowane są przez nagrody i kary. Rodzice i nauczyciele, policjanci i urzędnicy, przełożeni i szefowie, partnerzy życiowi. Wszyscy oni wpływają na nas nagradzając i karząc. Strach przed karą to coś, czego uczymy się bardzo wcześnie i jest z nami przez całe życie. Ludzie którzy mają możliwość karania nas, prawdopodobnie są wyżej w naszych wyobrażeniach (często lokalizujemy ich też po lewej stronie - sprawdź). Tam też umieszczamy ludzi, od których domagamy się uznania. Gdy go nie dostajemy, traktujemy to często jako karę.

    Rodzice, szefowie i cała masa innych ludzi, od których naszym zdaniem nie dostaliśmy wystarczająco dużo uznania, prawdopodobnie kierowali się dobrymi intencjami. Cóż z tego. Czy chcemy ich zmieniać i coś udowadniać? Po co? Weźmy to sobie sami. Jak?

    Zrób ćwiczenie na samodzielne zdobycie uznania.

    1. Wyobraź sobie osobę z autorytetem.
    2. Zastanów się jakich cech jej brakuje, co jest powodem tego że nie wyraża ona swojego uznania. Nazwij te cechy.
    3. Wyobraź sobie sytuację, w której Ty sam/sama przejawiałeś/aś takie cechy. Wczuj się w tę sytuację i zastanów się jak to jest jak się takie cechy posiada.
    4. Cofnij się w czasie do momentu gdy osoba z autorytetem mogła rozwinąć te cechy, by robić rzeczy lepiej. Pofantazjuj.
    5. Oczami wyobraźni podaj tej osobie drinka z nowymi cechami lub naucz ją w jakikolwiek sposób co ma robić.
    6. Przyjrzyj się teraz życiu tej osoby z lotu ptaka i zaobserwuj zmiany, jakie teraz w niej/nim następują i kiedy już ma te cechy.
    7. Teraz możesz sobie wyobrazić jak wyraża Ci ona zasłużone uznanie. Sklonuj tę osobę w wyobraźni i zapełnij ogromny stadion tysiącami klonów. Stojąc na środku rozkoszuj się ich oklaskami. Zachowaj te uczucia na zawsze.

    Uśmiechasz się może?

    To jeszcze na koniec coś śmiesznego. Ostatnio, po kilku tygodniach rozmyślań nad rolą autorytetów i tym, gdzie i jak ludzie umieszczają je w głowach i jak o tym mówią, zastanawiałem się co jeszcze w tym może być zaskakującego.

    Wtem, niespodziewanie i znienacka usłyszałem na ulicy gdy jedna pani do drugiej pani z dumą stwierdzała: „mam wysoki cukier”.

    Hihihi. Nie ma to jak dobrze mówić o tym, do czego czujemy respekt.

    Igor Zakrzewski