33 km. Wreszcie czuję się jak Forrest.

33 km. Wreszcie czuję się jak Forrest.

Kto by pomyślał, że Forrest Gump stanie się takim potężnym symbolem kultury masowej. To także mój bohater. I żeby było zabawnie, zanim sam zacząłem biegać, kojarzył mi się tylko trochę z bieganiem. A bardziej z Jenny, Wietnamem, krewetkami, ping-pongiem, akcjami pewnej firmy sadowniczej i… powiedzeniem, że życie jest jak pudełko czekoladek.

W ubiegłym roku uśmiechnąłem się szeroko widząc przy legendarnym Times Square, wielki neon firmy Bubba Gump. Czyli jak pamiętają uważni widzowie filmu, tak nazywała się firma Forresta łowiąca krewetki.

W tym roku w moim życiu pojawiła się nowa aktywność i podobnie jak Forrest mógłbym powiedzieć: „Któregoś dnia, tak bez przyczyny, postanowiłem trochę pobiegać …”

I zaczęła się moja przygoda z bieganiem. W tle oczywiście są cały czas przygotowania do maratonu w listopadzie. To fascynujący proces, pokazujący jak wiele jest możliwe kiedy regularnie trenujesz.

W ostatnią niedzielę w planie treningowym miałem „long run”, czyli dłuższe wybieganie, między 29 a 35 km. Jeden z najważniejszych sprawdzianów przed maratonem, jeśli chodzi o dystans. Niedziela była aktywnym dniem, dopiero wieczorem wróciliśmy z Warszawy do Gdańska. Dość powiedzieć, że buty założyłem jakoś koło 21 i zbiegłem z Moreny do Wrzeszcza, z postanowieniem pobiegnięcia do Gdyni. Czy dam radę? W życiu tyle nie pobiegłem…

Sprawdziłem wcześniej w mapach Google dokąd muszę dobiec, by było to jakieś 18 km (więcej niż połowa zakładanego dystansu). Wyszło, że dokładnie do Urzędu Miasta w Gdyni.
No to pobiegłem.

To jest niesamowite. 4 miesiące temu pobiegnięcie 10-12 km skutkowało późniejszą koniecznością leżenia z okładami z lodem na kolanach. Teraz 10 km jest niemal niezauważalnym wysiłkiem. Biegnąc do Gdyni, tak naprawdę poczułem że zaczynam biec dopiero po dziesiątym kilometrze.

Postanowiłem też przetestować nowe żele. Bieganie długich dystansów wiąże się z „dolewaniem paliwa”. Ponieważ nie wiem jak to działa na mój organizm, a właściwie wiem tylko że działa z opóźnieniem, staram się dużo testować i sprawdzać. Plan był, żeby wciągnąć pierwszy żel na 8 km, a drugi na 18 km. Szczerze? Nie wiem czy to działa, ale co tam, biegnę. To pewnie działa.

Biegłem równolegle do Al. Grunwaldzkiej w Gdańsku, potem Al. Niepodległości w Sopocie i Al. Zwycięstwa w Gdyni. Aż w końcu moim oczom ukazał się taki widok…

Instalacja dedykowana 44. Festiwalowi Polskich Filmów w Gdyni

Popatrzyłem, zrobiłem fotkę. Poczułem się jak Forrest Gump dobiegający do oceanu. Zawróciłem i pobiegłem w drugą stronę. Coraz bardziej chciało mi się pić. Niedzielny wieczór. Sklepy zamknięte. Nie mam jeszcze przekonującego patentu na transport wody. Zaplanowałem, że kupię wodę na powrocie w Sopocie, na stacji Shella. Myśl o dobiegnięciu do źródełka była tą dominującą. Co miało swoje dobre strony, bo odwracało uwagę od wiejącego w twarz wiatru.

Logo stacji zamajaczyło na widoku, przyspieszyłem kroku. Dobiegam, a tu niespodzianka… „Przerwa techniczna od 23:45 do 0:15”. Patrzę na zegarek. Jest 23:46. Drzwi zamknięte. Personel nie zwraca uwagi na spragnionego wędrowca 😉

Lecę dalej. Następne picie po drodze znalazłem za 4 km. Czyli przebiegłem 29 km bez picia wody. Pewnie maraton też by się dało przy takiej zimnej aurze. Jednak zawartość półlitrowej butelki wody zniknęła momentalnie, łapczywie połykana z wrażeniem nieziemsko fantastycznego smaku.

Jaka to była duma zobaczyć na zegarku minięty 30 km… Piękna sprawa. Ekscytuje się tym tak bardzo, bo słyszałem już różne cuda od niebiegających na temat pokonywania biegiem dłuższych dystansów. Nie będę powtarzał głupot. Tymczasem z każdym treningiem przekonuję się, że ciało potrafi wspaniale się adaptować do zwiększanego wysiłku.

Ostatecznie 33,3 km daje mi nieziemską frajdę. Te ostatnie 9 też pewnie jestem w stanie pobiec. Dziś uwierzyłem w pełni, że królewski dystans 42 km 200 m jest w moim zasięgu.

4 miesiące wcześniej pobiegnięcie 21 km zakończyło się lekką kontuzją. Dzisiaj ponad 30 km i po dwóch dniach regeneracji biegam „na luzie” dalej. Cieszę się jak cholera 🙂

Bieganie jest niezwykłe, wiesz?


A jak to wyglądało z technicznego punktu widzenia, pokazują statystyki na Stravie:

WP Strava ERROR 401 Unauthorized - See full error by adding
define( 'WPSTRAVA_DEBUG', true );
to wp-config.php

Dodaj komentarz