Niemieckie gotowanie nieszczepionej żaby

Jakieś dwa lata temu zapewniłem sobie wejściówkę na maraton berliński 2020. Dało mi to dużo radości, bo Berlin był pierwszym miastem na mitycznym Zachodzie, które miałem okazję zobaczyć jako nastolatek. Zawsze go uwielbiałem i wracałem do niego z wielką radością.

Toteż bardzo pozytywnie zareagowałem kiedy po pierwszym niepowodzeniu w loterii berlińskiej, udało się zagwarantować miejsce w kolejnym rzucie. Przyszedł upragniony e-mail z informacją, że się zakwalifikowałem.
A kilka miesięcy później przyszedł wirus – medialna gwiazda sezonu 2020. Rządy zaczęły nakręcać spiralę lockdownów.
No i maraton został odwołany. Z możliwością przełożenia startu na kolejny rok.

Mijały kolejne miesiące. Cisza ze strony organizatorów. Nadszedł 2021 rok.

W maju 2021 przyszedł e-mail, że został zmieniony regulamin maratonu.
Nowy regulamin przewiduje, że organizatorzy mogą zażądać od uczestnika jakiegoś dowodu szczepienia albo aktualnego testu PCR. Ale na tym etapie jeszcze nic nie wiadomo, bla bla bla.

Poza tym, pisali, jeśli nie zaakceptujesz nowego regulaminu, to tamten stary pozostaje w mocy.
Normalnie wolność wyboru.

Kilka ładnych tygodni później zaglądam sobie na stronę ze statusem mojej rejestracji. A tam jest już nowa możliwość wyboru. I już nie tak fajna.

Mogę albo zaakceptować nowy regulamin, albo maraton odbędzie się beze mnie. „Fantastyczni ci Rzymianie”.

No to zdecydowałem się go zaakceptować. Raz kozie śmierć. Najwyżej zrobię test i po krzyku. Może będzie negatywny i pobiegnę.

Aż tu następnego dnia przychodzi kolejny e-mail od organizatorów, żebym pospieszył się z zarezerwowaniem testu pcr na przedmaratońskim EXPO, bo bez tego nie wejdę i nie dostanę zestawu startowego. Nie liczy się żaden inny test, tylko ich własny. No i lepiej żebym zarezerwował wcześniej i zapłacił za ten test, bo wtedy będę priorytetowo potraktowany w kolejce do wymazu.

To już k… nie jest śmieszne. Każą 50 tysiącom ludzi zapłacić wcześniej za test po 38 euro. I całe te 50 000 ludzi będzie priorytetowo wymazane. Jasne.

Ale to nie koniec gotowania żaby po niemiecku.

Koniecznie muszę uzupełnić numer telefonu, gdyż dla mojego i innych bezpieczeństwa będą mnie śledzić.
Tak napisali, nie zmyślam. I znowu okraszone groźbą. Jeśli nie podasz numeru telefonu to nie weźmiesz udziału.

Życie jak zwykle pisze różne ciekawe scenariusze.

Równolegle z kolejnymi przymuszeniami do podporządkowania się „regułom sanitarnym” (czytaj: tresura w byciu dobrze podporządkowanym jedynie słusznej linii idei bezpieczeństwa), Niemcy właśnie ogłosiły coś nowego.
Jeśli wjedziesz do nich bez testu, to może cię spotkać kara 25000 euro. Super, prawda?

Dwie godziny po wjeździe autem do Niemiec będę musiał zrobić sobie test, żeby mi wydali pakiet startowy.
Ale żeby wjechać do Niemiec też chcą testu.

No cóż, nawet Jesse Owens w Niemczech 1936 roku nie musiał płacić kar finansowych za to że jest inny.

Ale przez te 85 lat nasi „przyjaciele” zza Odry poczynili spore postępy.

Reichssicherheit zuerst!

Obrzydliwe co wymyślają, żeby utrudnić niezaszczepionym życie.

No i następny jest Londyn. Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się marząc o pobiegnięciu wszystkich maratonów z wielkiej szóstki, że zacznę poważnie brać pod uwagę niepobiegnięcie w nich.

Ale jeśli sport ma od strony organizacyjnej wyglądać jak ta quasi amatorska rozpierducha na igrzyskach w Tokio, to pokocham niezależne biegi ultra szybciej, niż planowałem. Z dala od wielkich miast, pieniędzy, socjopatycznych polityków i łapówek wszędobylskiej farmy.

Leave a Reply